czyli migracje we wszystkich odmianach pozbierane w bliższych i dalszych zakątkach Światowej Szerokiej Sieci
Kategorie: Wszystkie | Przerwa na kawę
RSS
czwartek, 25 sierpnia 2011

Po krótkiej naradzie (a nawet bardzo krótkiej, zważywszy na fakt, że po przedstawieniu wszystkich propozycji konkursowych, przerwa na kawę właściwie się już skończyła) jury ustaliło jednogłośnie, że najlepszą opowieścią wakacyjną roku 2011 została opowieść o Wenecji. Jakżeby inaczej.

Poniżej transkrypcja.
- W życiu nie widziałam takich komarów. Gigantyczne. I jak cię użrą, to puchnie jak po szerszeniu.
- Szerszeń mnie jeszcze nie ugryzł.
- W każdym razie bania duża jak cholera.
- To pewnie po tych środkach chemicznych, co to je zrzucają z samolotów, żeby wytruć insekty.
- Jakoś niewiele ich wytruli. I ponoć jak ktoś ma alergię, to się może przekręcić. No więc przez te komary pojechaliśmy na plażę. Było nieźle, komarów zero, ale za to woda zimna. Raz się zamoczyłam i tyle. No to wróciliśmy do miasta, wysmarowaliśmy się olejkami i poszliśmy na kolację. Taką romantyczną, nie byle pizzę.
- O, super...
- Mówię wam, jacy to złodzieje! Stolików dla dwojga nie ma, jak chcesz sobie zrobić romantyczną kolacyjkę nad brzegiem kanału, to musisz zapłacić od razu za cztery nakrycia. Jednego dania też się nie da zamówić, nawet jeśli upał sięga 45 stopni i nie chce ci się żreć, musisz zamówić co najmniej dwa dania na łeb.
- O, w mordę...
- A jak mój mąż powiedział, że jest z Wenecji i żaden z niego turysta, to kazali nam przyjść za godzinę i wszystko mieliśmy za połowę ceny.
- Ah, Wenecja...